W Monachium postanowiłem nie popełnić błędów z Katowic, walczyć ostrożniej, ale równocześnie pewniej, tak by sędziowie nie mogli wahać się co do oceny mej postawy. Były to pierwsze w moim życiu igrzyska olimpijskie. Walczyłem jednak bez większego obciążenia psychicznego, choć ten start przeżywałem ogromnie.
Wiadomo, co w zapasach znaczy losowanie. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy w wiosce olimpijskiej na przybycie trenera Janusza Tracewskiego. Gdy wreszcie wszedł do świetlicy z jego twarzy chcieliśmy odczytać wyniki. Trudno było jednak coś zmiarkować. Uśmiechnięta twarz trenera nic nie mówiła. „Ty, Kazik, jesteś dobry" - powiedział wreszcie.
Rzeczywiście, początek miałem dobry. W III rundzie wygrałem gładko z Grekiem Migiakisem, prowadziłem dwudziestoma punktami i potem w szóstej minucie położyłem go na łopatki. Następny przeciwnik, Jugosłowianin Koletić, też był łatwy.
Mieszkałem w pokoju 273 wraz z bratem Józefem. Obok kwaterowali: Kwieciński, Szczepański, Krzesiński i Supron. W tym gronie snuliśmy rozważania o dalszych losach. Teoretycznie w każdej wadze zaplanowaliśmy medal, ale zaczęły się „sypać" kontuzje.
Projekty domów | elektryk Warszawa | Gogle
|