Tylko raz, w ów sierpniowy
Tylko raz, w ów sierpniowy dzień w Wałczu, poszedł od początku na całego, z wyłącznym nastawieniem się na rekord' świata. Jeżeli mu się to udało, mimo iż nie znajdował się bynajmniej w najlepszej dyspozycji, a i najlepsze lata miał już właściwie poza sobą, to można sobie wyobrazić, do czego był zdolny w czasie, gdy stał na samym wierzchołku sławy. Pożegnanie z bieżnią nastąpiło w roku 1963. Pod koniec poprzedniego sezonu, podczas meczu z NRF we Frankfurcie nad Menem uległ ciężkiemu wypadkowi. To przyspieszyło jego decyzję. 1 czerwca 1963 roku odniósł ostatnie zwycięstwo w swej karierze, wygrywając podczas zawodów ligowych w Bydgoszczy bieg na 3000 m. 6 października żegnali „Krzysia" koledzy z reprezentacji Polski, a w tydzień później oglądaliśmy go po raz ostatni na bieżni. Los chciał, że przyszło mu biegać dystans, którego tak bardzo nie lubił - 10 000 m. Ale „Zawiszy" znowu potrzebne były punkty... Rozstawał się z bieżnią z ciężkim sercem. „Nie było dla mnie większej przyjemności niż bieganie - mówił. - Dzięki sportowi miałem tysiące przyjaciół, którzy wierzyli we mnie, czekali na moje powroty. Ja im dawałem chwile emocji, oni mnie uskrzydlali. Nie byłem nigdy sam. Nawet wtedy, gdy zdawać się mogło, że zapomnieli o mnie wszyscy, a zdarzało się to dość często. Otrzymywałem listy od sympatyków lekkoatletyki, przynoszono mi do szpitala kwiaty.
ekrany projekcyjne | akcesoria gsm | Meble biurowe