Ta runda minęła szybko, choć wcale nie tak gładko jaki myślał. Z doświadczanym Rumunem Hauklerem musiał solidnie się namęczyć, aby wygrać tylko 5:4, z Libańczykiem Darricanem poszło lekko, do dwóch, ale z nieznanym Australijczykiem Benkoe znów ciężka przeprawa. Przeciwnik walczył chaotycznie, nieszablonowo i w dodatku z olbrzymią pasją, jakby to był pojedynek o złoty medal. Z takimi najtrudniej. W końcówce było nawet 4:4, Witek wygrał, ale gdy za trybunami zapalał papierosa, zobaczył jak drżą mu ręce. Niedobrze, musi się wziąć w garść. Przecież to dopiero pierwsza runda, spacerek... Ma już 4 zwycięstwa i pewny awans. Pojedynek z długorękim Austriakiem Losertem w tej sytuacji nic nie znaczy. Więc po co się szarpać? Austriak wyczuł sytuację i szybko trafił pięć razy. Nie szkodzi. Niech sobie myśli, że mnie rozgryzł. Może spotkamy się w następnych rundach, wtedy okaże się kto lepszy...
Początek z głowy. Marek i Leszek też idą dalej, bez problemów. Ciekawe, na kogo trafi w drugiej rundzie? Wkrótce wszystko jasne. Nietnidna grupa. Z groźnych tylko Francuz Revenu. Witek ma przed nim duży respekt. Szybki, kąśliwy, bardzo dokładny. Wygrywał z Francuzem, owszem. Nie istnieje na świecie florecista, którego by przynajmniej kilka razy nie pokonał, ale z Revenu ma bilans niekorzystny. Dopadł Woydę kilka razy i to w decydujących walkach. Właśnie w Meksyku on przyłożył się do wyeliminowania Polaka w półfinale. Ale teraz nie ma kłopotu. Tylko jeden groźny rywal w grupie, a znów czterech awansuje dalej. Zmieści się w tej czwórce.
| |
|