Nikt już teraz nie powie - mówił drżącym głosem Józek - że liczy się tylko jeden Lipień.
Tego dnia w ekipie polskiej nie tknięto obiadów. Wszyscy czekali na dalsze walki. Toczyły się dyskusje. Rozważano sytuację. O złotym medalu dla drugiego Lipienia zadecydo-
wać miała walka Węgra Recsiego z radzieckim zawodnikiem Kawkajewem. Gdyby Węgier przegrał przed czasem, mistrzem świata zostałby Kawkajew.
Kazik nie miał odwagi, by obserwować ten pojedynek. Został w szatni, a na trybuny poszedł Józek. W pierwszej rundzie dramat. Rosjanin złapał na biodrowy chwyt Węgra i wydawało się, że to już koniec. Recsi jednak z największym wysiłkiem wyswobodził się z żelaznego uchwytu.
- Mało nie zemdlałem z emocji - mówił podczas pierwszej przerwy zdenerwowanemu bratu Józek. Ale nie bój się, walczą uczciwie, nie będzie podkładki.
W II rundzie Węgier sprowadził przeciwnika do pozycji zagrożonej. Ale świetny Kawkajew wybronił się. O wszystkim miały zadecydować ostatnie 3 minuty...
„A potem byłem pierwszy przy bracie. Wpadłem jak bomba do szatni. Darliśmy się jak opętam. Byliśmy szczęśliwi. Nareszcie przywieziemy razem medale i to dwa złote."
Dekoracja | vertex | Ice Breaker
|