Metody Tomity
Metody Tomity, po nieudanym starcie na berlińskich mistrzostwach Europy, wywołały falę protestów: „wykańcza chłopaków" - rozlegały się głosy oponentów. Tomita odpowiadał niezmiennie: „Postawiono mi cel - zdobyć medal olimpijski. Wszystko po drodze, nawet mistrzostwa Europy, służą jedynie jako środek do jego realizacji". „Okres ten był najtrudniejszy w moim życiu - wspomina Zajkowski. - Wiele razy pragnąłem to wszystko rzucić w diabły i żyć jak normalny człowiek. Pójść do kina, na spacer z dziewczyną. A jednak trwałem. Jak odurzony narkotykiem, nie mogłem oderwać się od maty, wyzwolić spod wpływu swego nauczyciela i przyjaciela Hiromi Tomity, którego słowa: nigdy nie wolno ci zwątpić we własne umiejętności - goniły mnie zawsze, obojętnie dokąd bym nie próbował uciec. Wszystko to procentowało w turnieju olimpijskim. Dzisiaj wiem, że bez tych wyrzeczeń, poświęceń i uciążliwego treningu nigdy nie zdobyłbym tego co wywalczyłem na monachijskiej macie." Powróćmy jednak do Messegelaende Halle, gdzie po przeciwnych stronach maty klęczą Polak i Węgier. „Hajime" - zaczynać! - pada komenda i rozpoczyna się walka. Dłonie zaciśnięte na dżudodze rywala reagują na każdy najmniejszy jego ruch, próbując równocześnie poprawić chwyt. Szarpanina trwa krótko. Zajkowski wie, że Madziar znacznie gorzej radzi sobie w „parterze". Szybko sprowadza Hetenyi'ego na matę, zdobywa przewagę i trzyma. Byle tylko wytrwać do końca walki. Ale czas wydaje się stać w miejscu. Węgier walczy rozpaczliwie.
| |