Kto był jego ideałem?
Kto był jego ideałem? Tamte, odległe czasy Zajkowski wspomina z lekkim zażenowaniem. - Wielka kariera? Nie, to mu do głowy nawet nie przychodziło. Owszem miał swojego bohatera. Był nim Janusz Sidło. Ale, żeby pójść w jego ślady? To niemożliwe. Zawsze należał do najmniejszych w klasie. ' Dopiero w Białymstoku, gdzie rozpoczął naukę w Technikum Mechanicznym, odnalazł swoją szansę. W trzeciej klasie, za namową kolegów, po raz pierwszy trafił do sali miejscowej „Jagiellonii", w której Leszek Piekarski zapoznawał młodych adeptów z tajnikami nowej dyscypliny. Legenda, według której niepozorny mężczyzna znający dżudo może poradzić sobie z dziesiątkami osiłków, sprawiła, że i w nim zaczęło bić serce samuraja. Zapał z jakim zabrał się do treningu nie należał do rzędu „słomianych", a efekty pracy wkrótce zaczęły być widoczne. Po wywalczeniu mistrzostwa okręgu warszawskiego „przyszły" zwycięstwa w wielu turniejach. W roku 1967 odbył kolejną przeprowadzkę. Zdał egzaminy wstępne na Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie i niezadługo trafił pod opiekę trenera sekcji AZS „Siobukai" - Jana Sławskiego. W owym otoczeniu Zajkowski zyskał silnych sparringpart-nerów i możliwości licznych kontaktów na arenie międzynarodowej. Nazwisko jego coraz częściej gościło na szpaltach gazet. Był gwiazdą, z którą wiązano spore nadzieje. Brak doświadczenia nie pozwalał mu jednak, mimo dużych umiejętności, na święcenie pełnych triumfów.
| |